Sławomir Elsner -- Piosenka pijaka II
I znowu ta myśl, która mnie brudzi:
miłość jest biała i podła, dzika i ciężka
jak polarny niedźwiedź. I znowu
zaczynam się bać, bo na biegunie noc,
pół roku nocy, początek błądzenia.
(...)
I znowu ta myśl, która mnie brudzi:
miłość jest biała i podła, dzika i ciężka
jak polarny niedźwiedź. I znowu
zaczynam się bać, bo na biegunie noc,
pół roku nocy, początek błądzenia.
(...)
Dawno, dawno temu, w dzielnicy Le Marais, Hôtel Saint-Pol stał naprzeciwko Hôtel des Tournelles. Po płomienistym weselu Hôtel Saint-Pol zaczął podupadać. (...) Franciszek I wolał Loarę, a poza tym zawsze potrzebował pieniędzy, więc Włości Świętego Pola wyprzedawał po parceli, ale od czasu do czasu lubił zapraszać towarzystwo do popadającego w ruinę majątku damy i kawalerów na ucztę połączoną z podziwianiem dzikich zwierząt.
(...) Brantôme w "Żywotach pań swawolnych" opisał jak pewna dama rzuciła rękawiczkę na arenę z walczącymi ze sobą lwami i rzekła do kawalera De Lorges, że jeśli naprawdę ją kocha tak mocno, jak codziennie powtarza, to niech zejdzie na arenę i rękawiczkę przyniesie. Kawaler De Lorges zszedł pośród rozsierdzone bestie, rękawiczkę damie rzucił w nos i nigdy już więcej gadać z nią nie chciał, choć obsypywała go faworami i pragnęła mu oddać to, co ma najcenniejszego w najbliższych krzakach bzu. Kawaler De Lorges opuścił popadający w ruinę Hôtel Saint-Pol główną bramą od strony ulicy Świętego Antoniego.
Krzysztof Rutkowski - śledzi, wykopuje, całe lata w Paryżu siedzi i wybiera białe kamienie przeróżnych historii, jakie wciąż i wciąż to miasto z siebie wypluwa. Każda piędź ziemi jest zryta przez Rutkowskiego w jego przepięknych pasażach, w których najbrudniejsze dziwki przechadzają się po tych samych ulicach, przy których 200 lat wcześniej mieszkały kryształowe księżne i dumni biskupi.
Tę iście westernową historię o rękawiczce zaadaptował Schiller.
[Demony] jak nieprzemijający bogowie są nieśmiertelne; jak śmiertelni ludzie są przemijające. Niektóre z nich, zanim stały się demonami, żyły w ciałach ziemskich; były faktycznie ludźmi. (...) Ale nie jest to prawdą w odniesieniu do wszystkich demonów. Niektóre, takie jak Sen lub Miłość, nigdy nie były ludźmi. Indywidualny demon (albo genius, normalny łaciński odpowiednik wyrazu daemon) z tej klasy zostaje przydzielony każdemu człowiekowi jako jego "świadek i stróż" w ciągu życia (Apulejusz, XVI). Zabrałoby nam zbyt wiele czasu śledzenie etapów, którymi genius człowieka, niewidzialny, osobisty i zewnętrzny towarzysz, stał się jego prawdziwym ja, następnie typem umysłu i ostatecznie (dla romantyków) darem literackim lub artystycznym. Zrozumieć ten proces w pełni oznaczałoby uchwycić ten wielki ruch do uwewnętrznienia i wynikające z niego wywyższenie człowieka oraz zasuszenie zewnętrznego wszechświata, na których w tak wielkiej mierze polegała psychologiczna historia Zachodu.
Clive Staples Lewis - był autorem mnóstwa esejów o średniowieczu i, prócz tego, Opowieści z Narni. W swoim Odrzuconym obrazie tropi we wspaniały, dowcipny i niesamowicie erudycyjny sposób średniowieczny Model świata. Wyłania się on ze strzępków literatury, teorii filozoficznych branych w nawias i dziedzictwa antycznego, w którym średniowieczni ludzie zaczytywali się tak jak my w opiniotwórczych tygodnikach.
Porównajcie sobie to z listem Claude'a Debussy'ego, który wspominałem kilka postów temu.
Tak więc jestem znowu z moim starym przyjacielem morzem, jest ciągle nieskończone i piękne. Jest rzeczywiście naturalnym zjawiskiem, które może w najlepszy sposób służyć ludzkiej istocie. Jednakże otaczamy je niewystarczającym szacunkiem… Nie powinno się pozwalać na zanurzanie tych znużonych codziennością ciał, tych wszystkich ramion i nóg poruszających się w śmiesznym rytmie, co może tylko doprowadzić ryby do płaczu. W morzu powinny mieszkać tylko syreny, ale jak można by nakłonić te dystyngowane istoty, by wróciły do wód tylko po to, by znaleźć się w tak złym towarzystwie?
Claude Debussy - nie tylko w muzyce atakował zwykłość i przydawał znaczeń najprostszym czynnościom. Takie myślenie symboliczne zaczęło obumierać w powszechnej myśli chyba wraz z racjonalizmem, kiedy to przekonaliśmy samych siebie, że pod warstwą odczuwalną świata nie ma wyższego sensu, lecz technika i biologia. Jak bardzo nadal nie chcemy przyjąć tego punktu widzenia w pełni i ze wszystkimi tego konsekwencjami, świadczą co rusz wzniecane bunty, słusznie oburzone rozmiarami skandalu, że materializm i psychologizm tryumfują.