21.04.2010

Stanisław Barańczak -- Drobnomieszczańskie cnoty

Ta bezbrzeżna, zalana, lirycznie-bokserska
pogarda w oczach artysty J., gdy się przysiadał w „Smakoszu",
zionąc nieogolonym, trzydniowym podmuchem:
jak to, ja pod krawatem, kiedy on pod muchą,
ja skrępowany, zapięty, gdy on ostatnią z koszul
rozrywa jak krwawiącą pierś! Filisterski brak serca,

Drobnomieszczańskie cnoty. Ja wiem, ja się ich wstydzę,
od lat poniżej poziomu: co za blamaż, nie mieć w biografii
ani jednego rozwodu, dewiacji, większego nałogu,
kuracji psychiatrycznej, burzliwego romansu na boku,
pełnokrwistego podcięcia żył; jakieś szare gary
zamiast tęczowych skandali; chandry trwające z tydzień,

zamiast żeby z szacunkiem szeptano: „B. ma potworne
wielomiesięczne kryzysy"; żadnego dzwonienia po nocy
do przyjaciół z żądaniem wysłuchania nowego wiersza,
pożyczki na heroinę czy kaucję, znalezienia w ich życiu miejsca
na mnie, całego; nic - czasem list, lecz bez krzyku „Pomocy!",
najwyżej z aluzją typu: „Ostatnio jestem w złej formie".

Ja wiem, to nie materiał na mit, kult, legendę,
film z Robertem De Niro, tłuczeniem szkła i scenami.
W którym momencie zszedłem, nieuleczalny prymus,
na tę złą drogę? Skąd ten chorobliwy przymus,
aby udawać zdrowie, ustawiać przed zniszczeniami
barierki i makiety? Z pewności, że nie będę

i tak słyszany ze swoją zdławioną supliką do nikąd
w chórze profesjonalnie dźwięcznych koloratur
skowytu? Z nieśmiałości? Z nie do zniesienia jaskrawej
świadomości, że trzeba by, na dobrą sprawę,
w każdej sekundzie życia powtarzać to samo „ratuj"?
Z niechęci do zakłócania spokoju ratownikom
czy z krańcowej niewiary w ich ratownicze talenty?

Z pychy: że dam sobie radę z upchniętym do wnętrza złem?
Czy z innej pychy: kogoś, kto jest tak niedościgłym mistrzem
własnych braków i mroków, że nie wciąga w ich system zamknięty
nikogo, igrając z myślą: och, gdybym tak zdradził, co wiem;
gdybym chciał wam powiedzieć to wszystko, o czym milczę?

30.01.2010

Marcin Sendecki -- Tym razem obędzie się bez ofiar

Będzie święto, nagłe i podniosłe, pełne
słońca i nowych, błyszczących butów. Tym
razem mikrofony nie zawiodą, chłopcy będą
radośnie pluć z balkonów i mięso, mięso
ruszy ulicą, zapalimy papierosy od podręcznych
zniczy. I tyle będzie słów, jasnych jak miedź,
jak drzwi kościoła. Będzie święto, będziemy jeść
ciastka.

23.01.2010

Miron Białoszewski -- Donosy rzeczywistości

Za ileś puk-puk. Hydraulik. Do Le.:
- ja tylko po to wstąpiłem, żeby panu powiedzieć, że pan dobrze mówił.

Seweryn Goszczyński -- Kilka słów o Ukrainie i rzezi humańskiej (z Zamku kaniowskiego)

Zresztą wiem dobrze, że przemowa, i przypisy nie naprawią ladajakiego tekstu. Każdy za siebie.

26.11.2009

Cezary Leżeński -- Czy Bóg był po stronie Niemców


Okładka tej książki przenosi nas w zamglone lasy, gdzie polscy partyzanci żyli wśród płomieni ognisk, wybuchów bomb i łun pożarów. W tej surrealistycznej atmosferze zadawali sobie oni na pewno tytułowe pytanie. Ale czy było to pytanie?
Wyodrębnienie słowa "czy" oraz brak pytajnika sprawia, że w tytule jest coś ze stwierdzenia.