22.04.2009

Michał Federowski -- Lud białoruski na Rusi Litewskiej

"Marcin Luter z wielkiej nauki zdumiał i ustanowił niemiecką wiarę. Wiele narodu przekabacił na Niemców. Tylko on sam wiedział, co niemiecka wiara nic nie warta, bo kiedy jego własna matka prosiła, że także chce zostać Niemkinią, to jej powiedział: >>Nie wolno!<<"

Michał Federowski - gromadził mnóstwo fantastycznych wypowiedzi, dowcipów i piosenek białoruskich chłopów.

12.04.2009

Marcin Świetlicki -- Gorączka

Długo pościł, a Bóg
nie przyjął postu.
Bez uzasadnień. Mógł,
a nie przyjął. Po prostu.

Pod powiekami
biała gorączka.
Gdyby anioła spotkał -
to z nim zwarłby się,

ale (...)


Marcin Świetlicki - jest religijny. Ciężko było mi zdecydować się na jakiś jego konkretny fragment z okazji Wielkiejnocy. U niego Wielkanoc trwa nieustannie: jednocześnie wydarza się śmierć, zwątpienie, zmaganie się Piotra z sobą, z tłumem, rozpacz, ciągłe zmartwychwstania, niedowierzanie i niezdarna radość.
Również Wielkanoc to cały Stary i Nowy Testament opowiedziany w Tydzień.
Wesołych Świąt Wam życzę.

6.04.2009

Pacal Quignard -- Wszystkie poranki świata

Naraz pan de Sainte Colombe chwycił swego ucznia za ramię i zatrzymał go. Przed nimi stał mały chłopiec, który opuścił spodnie i siusiał, robiąc dziurę w śniegu. Odgłos gorącego, topiącego śnieg moczu, mieszał się z trzaskiem pękających krysztalków lodu. Sainte Colombe ponownie położył palec na ustach.
- Nauczyłeś się odróżniać ozdobniki - rzekł.
- To również opadanie chromatyczne - popisał się wiedzą pan Marin Marais.
Pan de Sainte Colombe wzruszył ramionami.
(...)
Pan Marais dodał jeszcze:
- A może prawdziwa muzyka związana jest z ciszą?
- Nie - pokręcił przecząco pan de Sainte Colombe. Potem popatrzył chłodno na pana Marais i powiedział:
- Już późna noc. Skostniały mi nogi. Żegnam pana.
I znienacka pozostawił go samego.


Pascal Quignard - swoimi siedemdziesięcioma stronami opowiadania o mistrzu barokowej violi, panu de Sainte Colombe, powiedział mnóstwo o muzyce.
Muzyka, czyli coś, co łączy wszystkie pokolenia? Coś, co możemy poznawać bez żadnych ograniczeń, bez względu na to, kiedy ktoś ją zapisał? Jako twórcza siła, istniejąca potencjalnie wokół nas? Nad którą ludzie mogą tylko próbować zapanować?
Może tak, i właśnie dlatego cisza nie jest muzyką. Właśnie dlatego w ekranizacji tejże powieści muzyka nie jest grana przez postaci, lecz przechodzi ze sceny w scenę, co daje efekt wręcz baśniowy.
(To taka notka z okazji Misteriów Paschaliów).

18.03.2009

Sławomir Elsner -- Piosenka pijaka II

I znowu ta myśl, która mnie brudzi:
miłość jest biała i podła, dzika i ciężka
jak polarny niedźwiedź. I znowu
zaczynam się bać, bo na biegunie noc,
pół roku nocy, początek błądzenia.
(...)


14.03.2009

Krzysztof Rutkowski -- Requiem dla moich ulic

Dawno, dawno temu, w dzielnicy Le Marais, Hôtel Saint-Pol stał naprzeciwko Hôtel des Tournelles. Po płomienistym weselu Hôtel Saint-Pol zaczął podupadać. (...) Franciszek I wolał Loarę, a poza tym zawsze potrzebował pieniędzy, więc Włości Świętego Pola wyprzedawał po parceli, ale od czasu do czasu lubił zapraszać towarzystwo do popadającego w ruinę majątku damy i kawalerów na ucztę połączoną z podziwianiem dzikich zwierząt.
(...) Brantôme w "Żywotach pań swawolnych" opisał jak pewna dama rzuciła rękawiczkę na arenę z walczącymi ze sobą lwami i rzekła do kawalera De Lorges, że jeśli naprawdę ją kocha tak mocno, jak codziennie powtarza, to niech zejdzie na arenę i rękawiczkę przyniesie. Kawaler De Lorges zszedł pośród rozsierdzone bestie, rękawiczkę damie rzucił w nos i nigdy już więcej gadać z nią nie chciał, choć obsypywała go faworami i pragnęła mu oddać to, co ma najcenniejszego w najbliższych krzakach bzu. Kawaler De Lorges opuścił popadający w ruinę Hôtel Saint-Pol główną bramą od strony ulicy Świętego Antoniego.


Krzysztof Rutkowski - śledzi, wykopuje, całe lata w Paryżu siedzi i wybiera białe kamienie przeróżnych historii, jakie wciąż i wciąż to miasto z siebie wypluwa. Każda piędź ziemi jest zryta przez Rutkowskiego w jego przepięknych pasażach, w których najbrudniejsze dziwki przechadzają się po tych samych ulicach, przy których 200 lat wcześniej mieszkały kryształowe księżne i dumni biskupi.
Tę iście westernową historię o rękawiczce zaadaptował Schiller.