18.03.2009

Sławomir Elsner -- Piosenka pijaka II

I znowu ta myśl, która mnie brudzi:
miłość jest biała i podła, dzika i ciężka
jak polarny niedźwiedź. I znowu
zaczynam się bać, bo na biegunie noc,
pół roku nocy, początek błądzenia.
(...)


14.03.2009

Krzysztof Rutkowski -- Requiem dla moich ulic

Dawno, dawno temu, w dzielnicy Le Marais, Hôtel Saint-Pol stał naprzeciwko Hôtel des Tournelles. Po płomienistym weselu Hôtel Saint-Pol zaczął podupadać. (...) Franciszek I wolał Loarę, a poza tym zawsze potrzebował pieniędzy, więc Włości Świętego Pola wyprzedawał po parceli, ale od czasu do czasu lubił zapraszać towarzystwo do popadającego w ruinę majątku damy i kawalerów na ucztę połączoną z podziwianiem dzikich zwierząt.
(...) Brantôme w "Żywotach pań swawolnych" opisał jak pewna dama rzuciła rękawiczkę na arenę z walczącymi ze sobą lwami i rzekła do kawalera De Lorges, że jeśli naprawdę ją kocha tak mocno, jak codziennie powtarza, to niech zejdzie na arenę i rękawiczkę przyniesie. Kawaler De Lorges zszedł pośród rozsierdzone bestie, rękawiczkę damie rzucił w nos i nigdy już więcej gadać z nią nie chciał, choć obsypywała go faworami i pragnęła mu oddać to, co ma najcenniejszego w najbliższych krzakach bzu. Kawaler De Lorges opuścił popadający w ruinę Hôtel Saint-Pol główną bramą od strony ulicy Świętego Antoniego.


Krzysztof Rutkowski - śledzi, wykopuje, całe lata w Paryżu siedzi i wybiera białe kamienie przeróżnych historii, jakie wciąż i wciąż to miasto z siebie wypluwa. Każda piędź ziemi jest zryta przez Rutkowskiego w jego przepięknych pasażach, w których najbrudniejsze dziwki przechadzają się po tych samych ulicach, przy których 200 lat wcześniej mieszkały kryształowe księżne i dumni biskupi.
Tę iście westernową historię o rękawiczce zaadaptował Schiller.

28.02.2009

Clive Staples Lewis -- Odrzucony obraz. Wprowadzenie do literatury średniowiecznej i renesansowej

[Demony] jak nieprzemijający bogowie są nieśmiertelne; jak śmiertelni ludzie są przemijające. Niektóre z nich, zanim stały się demonami, żyły w ciałach ziemskich; były faktycznie ludźmi. (...) Ale nie jest to prawdą w odniesieniu do wszystkich demonów. Niektóre, takie jak Sen lub Miłość, nigdy nie były ludźmi. Indywidualny demon (albo genius, normalny łaciński odpowiednik wyrazu daemon) z tej klasy zostaje przydzielony każdemu człowiekowi jako jego "świadek i stróż" w ciągu życia (Apulejusz, XVI). Zabrałoby nam zbyt wiele czasu śledzenie etapów, którymi genius człowieka, niewidzialny, osobisty i zewnętrzny towarzysz, stał się jego prawdziwym ja, następnie typem umysłu i ostatecznie (dla romantyków) darem literackim lub artystycznym. Zrozumieć ten proces w pełni oznaczałoby uchwycić ten wielki ruch do uwewnętrznienia i wynikające z niego wywyższenie człowieka oraz zasuszenie zewnętrznego wszechświata, na których w tak wielkiej mierze polegała psychologiczna historia Zachodu.

Clive Staples Lewis - był autorem mnóstwa esejów o średniowieczu i, prócz tego, Opowieści z Narni. W swoim Odrzuconym obrazie tropi we wspaniały, dowcipny i niesamowicie erudycyjny sposób średniowieczny Model świata. Wyłania się on ze strzępków literatury, teorii filozoficznych branych w nawias i dziedzictwa antycznego, w którym średniowieczni ludzie zaczytywali się tak jak my w opiniotwórczych tygodnikach.
Porównajcie sobie to z listem Claude'a Debussy'ego, który wspominałem kilka postów temu.

13.02.2009

Edwin Morgan -- Chaffinch Map of Scotland (Ziębowa mapa Szkocji)

(Państwo sobie klikną na obrazek, to sobie powiększą.)
Edwin Morgan - jest szkockim poetą, który doprowadził podobno do odrodzenia poezji w Szkocji. Czy powyższy tekst jest:
a) utworem literackim?
b) onomatopeją? Zięby śpiewają w podobny, bardzo różnorodny sposób.
c) po prostu mapą Szkocji?
d) mapą pokazującą, jak różni ludzie nazywają pospolitego ptaka? W poszczególnych regionach Szkocji zwykła zięba ma zupełnie inne nazwy.
e) mapą pokazującą wielość perspektyw? Brak pewności, że to, co nazywamy, naprawdę istnieje?
f) dowodem na to, że Szkoci posługują się niezrozumiałym językiem?
g) wyrazem dumy z własnego pochodzenia?

4.02.2009

Claude Debussy -- List do Jacquesa Duranda

Tak więc jestem znowu z moim starym przyjacielem morzem, jest ciągle nieskończone i piękne. Jest rzeczywiście naturalnym zjawiskiem, które może w najlepszy sposób służyć ludzkiej istocie. Jednakże otaczamy je niewystarczającym szacunkiem… Nie powinno się pozwalać na zanurzanie tych znużonych codziennością ciał, tych wszystkich ramion i nóg poruszających się w śmiesznym rytmie, co może tylko doprowadzić ryby do płaczu. W morzu powinny mieszkać tylko syreny, ale jak można by nakłonić te dystyngowane istoty, by wróciły do wód tylko po to, by znaleźć się w tak złym towarzystwie?

Claude Debussy - nie tylko w muzyce atakował zwykłość i przydawał znaczeń najprostszym czynnościom. Takie myślenie symboliczne zaczęło obumierać w powszechnej myśli chyba wraz z racjonalizmem, kiedy to przekonaliśmy samych siebie, że pod warstwą odczuwalną świata nie ma wyższego sensu, lecz technika i biologia. Jak bardzo nadal nie chcemy przyjąć tego punktu widzenia w pełni i ze wszystkimi tego konsekwencjami, świadczą co rusz wzniecane bunty, słusznie oburzone rozmiarami skandalu, że materializm i psychologizm tryumfują.